Pozycja: zamki i pałace>>podróże>>na rowerze>> Warmia i Mazury '08
English Deutsch
Strony główne działu
Polska
Europa




Technologia

Valid XHTML 1.0 Transitional

Valid CSS!


Opcje:

Trasy na forum - skomentuj


WARMIA I MAZURY 2008 cz. 1

Strony: część 1 , część 2 , część 3 , część 4 , część 5 , część 6


Pomysł objechania rowerem (i dojechania) Warmii i Mazur zrodził się już zimą. Nie była to jednak pierwsza taka wyprawa, lecz „powtórka z rozrywki” z roku 2003. Tym razem wszystko miało być dokładnie zrelacjonowane i sfotografowane z pomocą większego doświadczenia i sprzętu. Zaplanowałem, że w zależności od pogody i okoliczności, wycieczka miała się odbyć pomiędzy czerwcem, a końcem sierpnia roku 2008. Po oczekiwaniu na wolny czas i ustabilizowaną pogodę, która jest raczej ważna podczas długiej jazdy pod gołym niebem, ostateczna data startu wyznaczona została na 23-24 lipca. Była to środa i czwartek. Niestety wiało i lało równo, aż do nocy z czwartku na piątek. Trzeba było jednak postawić na swoim i w piątkowy ranek (25 lipca) pomiędzy kałużami i w miarę ustabilizowaną pogodę wyruszyłem z Pabianic w długą trasę na dwóch kołach...

Dzień 1 (25.07.08)

Nie bez drobnych kłopotów technicznych z załadowanym rowerem nacisnąłem na pedały kilka minut po godzinie 7:00 i popędziłem w stronę Rzgowa. Kilka kilometrów potrzeba było na przyzwyczajenie się do o wiele cięższego i mniej stabilnego niż zwykle jednośladu. Od rana pogoda była nadal wielką niewiadomą, zwłaszcza biorąc pod uwagę prognozy synoptyków przez ostatnie dni, które zmieniały się z godziny na godzinę i nie zawsze zgadzały z rzeczywistością. Na niebie kłębiły się niezbyt urokliwe chmury i wiał silny wiatr. Kilkanaście minut przed godziną 8:00 byłem w Rzgowie, gdzie dołączył do mnie Rysiek. Wcześnie zdecydowaliśmy się na nieco okrężną drogę niż zwykle, ponieważ tradycyjna trasa przez Łódź, Stryków i Głowno jest obecnie nie lada męczarnią dla rowerzystów, gdzie trzeba przedzierać się przez niezliczone ilości TIR-ów. Znane z telewizji są doniesienia o protestach mieszkańców Strykowa przeciwko zablokowaniu miasta przez wielkie ciężarówki.


Wyjazd.

Wyjazd.


Ze Rzgowa skierowaliśmy się do Brzezin, do których dojechaliśmy o godzinie 9:30 po przejechaniu w sumie 43 kilometrów. Krótki odpoczynek na brzezińskim rynku i przez pagórkowaty teren Wzniesień Łódzkich dotarliśmy do Łowicza. W międzyczasie wyklarowała się pogoda i zaczęło prażyć słońce. W stolicy dawnego Księstwa Łowickiego byliśmy kwadrans po godzinie jedenastej i przejechaniu w sumie 83 km. Zrobiliśmy sobie krótką przerwę na Nowym Rynku. Uzupełniliśmy zapasy i z pomocą GPS-u wyjechaliśmy krętymi drogami łowickiej starówki na drogę do Kocierzewa Południowego.


Pierwszy stop w Brzezinach.

Pierwszy stop w Brzezinach.


Na łowickim Nowym Rynku.

Na łowickim Nowym Rynku.

Na łowickim Nowym Rynku.


Po wyjeździe z Łowicza stało się jasne, że przeprawa tego dnia będzie bardzo trudna. Na mazowieckich równinach bardzo wdawał się we znaki silny wiatr o prędkości ponad 20 km/h, który praktycznie zatrzymywał w miejscu. Wykorzystując okazję, zrobiłem po drodze zdjęcia dworu w Boczkach na potrzeby strony Zamki i Pałace Województwa Łódzkiego. Po opuszczeniu ostatniej gminy w naszym województwie, skierowaliśmy się do Wyszogrodu. Niezbyt przyjemnie jechało się na krótkim odcinku przed tym miastem. Męczyło słońce, wiatr i ciężarówki jadące jedna za drugą w kierunku Rosji i Litwy (co widać było po rejestracjach). Tuż przed Wyszogrodem zatrzymaliśmy się przy drodze na obiad, podczas którego pojawiły się wątpliwości dotyczące przebiegu dalszej trasy do Płońska. Mając dość hałasu i smrodu takiej ilości TIR-ów i samochodów osobowych, padł pomysł kontynuowania dalej trasy przez Czerwińsk nad Wisłą i Naruszewo. Wiązało się to jednak ze sporym nałożeniem kilometrów. Zjedliśmy obiad i dojechaliśmy do Wyszogrodu (czytaj więcej o Wyszogrodzie...). Most na Wiśle przekroczyliśmy o godzinie 15:30 ze 130 km przejechanymi tego dnia. Chwilę postaliśmy nad królową polskich rzek. Kilka pamiątkowych zdjęć w jednym z najstarszych polskich miast i ruszyliśmy dalej. Na rondzie za miastem stało się jasne, że nie ma co się martwić ruchem na drodze do Płońska, ponieważ większość rozjeżdżała się w kierunku Płocka i Warszawy. Było to spore zbawienie w perspektywie dołożenia kilometrów w tak morderczych warunkach pogodowych.


Wyszogród i Wisła.

Wyszogród i Wisła.


Wzgórze zamkowe w Wyszogrodzie i widoczny pod nim relikt starego mostu drewnianego.

Wzgórze zamkowe w Wyszogrodzie i widoczny pod nim relikt starego mostu drewnianego.


Na moście w Wyszogrodzie. Słusznie tam wiało...

Na moście w Wyszogrodzie. Słusznie tam wiało...


Przyznam się szczerze, że odcinek do Płońska o długości 30 kilometrów to jeden z najcięższych jakie przejechałem w życiu. Monotonny aż do bólu krajobraz, upał i ten morderczy wiatr prosto w twarz. To zapamiętałem najbardziej. Dojechaliśmy „na oparach” do tego miasta, gdzie czekały kolejne niespodzianki. Rozkopany i „wyposażony” w niezliczone objazdy Płońsk nie ułatwiał przeprawy. Pozytywne było to, że przejechaliśmy przez niego szybciej niż tkwiące w korkach samochody. To jest właśnie przewaga roweru nad autem! Samopoczucie poprawiło się nieco po wyjeździe z miasta na drogę do Ciechanowa. Pojawiło się też jakby więcej sił. Powodem było to, że zbliżał się wieczór, nie grzało tak słońce i teren zrobił się nieco ciekawszy. Pagórki i lasy osłabiały i zmieniały kierunek wiatru, który późniejszą porą się i tak osłabił. O godzinie 20:45 byliśmy w grodzie Ciechana, gdzie zaplanowaliśmy nocleg. Tym razem nie planowaliśmy dojechać wariacko w jedną dobę na Mazury, jak to miało miejsce pięć lat wcześniej. Dzień zakończyliśmy po przejechaniu nieco ponad 200 kilometrów. Mój licznik wskazywał dokładnie 202 km.


następna strona



Tekst: Tomasz Szwagrzak

Zdjęcia: Tomasz Szwagrzak, Ryszard Przybyła

Dla Ciebie

Zobacz też










Hosting: Kylos